Nocny pociąg pełen ziewnięć
Bajka audio na dobranoc: pociąg, magiczna, 6 min. Stworzona w Purrytale.
- 5-minutowa bajka
- męski lektor
- dla starszaków (6–8)
Pomysł na tę bajkę
“Olek znajduje wieczorem tuż przy łóżku malutki aksamitny pociąg, z którego komina unoszą się błękitne obłoczki pachnące lawendą — to Nocny Ekspres Senny, rozwożący ziewnięcia dzieciom w całym mieście. Maszynista Celestyn, starszy pan w czapce konduktora i okularach, zgubił swoją gwiezdną mapę i nie wie, które domy jeszcze czekają na swoje ziewnięcia. Olek pomaga mu odczytać wskazówki ułożone z gwiazd na nocnym niebie.”
To jedno zdanie to cała treść zamówienia. Purrytale napisało bajkę, a potem ją nagrało. Zaczyna od tego pomysłu. Zmień wszystko przed wygenerowaniem.
Czytaj razem
Dzieci mogą czytać podczas słuchania — widok wielkimi literami pomaga tym, które dopiero uczą się czytać.
W pokoju Olka panował już gęsty, granatowy zmierzch. Chłopiec leżał pod kołdrą, wpatrując się w cienie na ścianie, gdy nagle z podłogi dobiegł go cichutki, miękki szelest: szu-szu, szu-szu.
Tuż obok kapci stał maleńki pociąg, nie większy od pantofla. Cały z ciemnoniebieskiego aksamitu, z mosiężnymi kółkami, które obracały się bez najmniejszego zgrzytu. Z malusieńkiego komina unosiły się błękitne obłoczki, a w całym pokoju zapachniało suszoną lawendą.
Olek wychylił się z łóżka. W okienku lokomotywy mignęła postać. Drzwi wagonika uchyliły się i na dywan zeskoczył starszy pan w za dużych okularach i granatowej czapce konduktora ze złotym otokiem.
— Ojej, ojej, gdzież to mogło spaść? — mruczał pod nosem staruszek, przeszukując swoje maleńkie kieszenie.
— Dobry wieczór — odezwał się szeptem Olek, żeby go nie przestraszyć. — Kim jesteś?
Starszy pan podskoczył lekko, poprawił okulary i skłonił się uprzejmie. — Nazywam się Celestyn. Prowadzę Nocny Ekspres Senny. Rozwożę wieczorne ziewnięcia dzieciom w całym mieście. Bez nich nikt nie potrafi zasnąć! Ale mamy ogromny kłopot, mój drogi. Przeciąg wywiał mi gwiezdną mapę przez komin i nie mam pojęcia, które domy jeszcze czekają na swoją dostawę.
Olek usiadł na skraju łóżka i spojrzał w okno. — A nie można zapytać samych gwiazd? Przecież one widzą całe miasto z góry.
Pan Celestyn klasnął w dłonie. — Wyśmienity pomysł! Tylko że gwiazdy mówią po swojemu, rysują znaki na niebie. Sam już słabo widzę te małe punkciki. Pomożesz mi je odczytać?
— Jasne — skinął głową chłopiec i podszedł cicho do parapetu. Celestyn wdrapał się po fałdach zasłony i usiadł tuż obok niego.
Olek zmrużył oczy, wpatrując się w ciemne niebo nad dachami domów. Pierwsza grupa gwiazd migotała tuż nad starym parkiem. Trzy jasne iskry układały się w prostą linię, a pod nimi czwarta tworzyła długi, zakrzywiony ogonek.
— Widzę tam coś! — szepnął Olek. — Gwiazdy narysowały wielką chochlę albo... wędkę!
— Wędkę! — ucieszył się pan Celestyn, wyjmując z kieszeni mały notesik. — To musi być ulica Rybacka! Tam mieszka mała Marysia, która uwielbia łowić drewniane rybki w wannie. Wyślijmy jej przesyłkę.
Maszynista pociągnął za cieniutki sznureczek przy swoim kołnierzu. Z komina pociągu buchnął błękitny obłoczek, który wyleciał przez uchylone okno i popłynął prosto w stronę Rybackiej.
— Teraz drugi znak — powiedział Olek, przenosząc wzrok nad wieżę ratusza. Tam gwiazdy mrugały inaczej, układały się w okrąg z dwoma sterczącymi trójkącikami na samej górze. — To wygląda jak głowa kota z postawionymi uszami.
— Kocia Przełęcz — Celestyn pokiwał głową. — Dom z czerwonym dachem pod numerem siódmym. Tam też czeka rodzeństwo.
Kolejna smużka lawendowej pary pomknęła w noc. Został jeszcze jeden dom, ale nad południową częścią miasta zawisła gęsta, szara chmura, zasłaniając gwiazdy.
— Ojej — zmartwił się konduktor. — Nic nie widać. Jak odgadniemy, kto jeszcze nie śpi?
Olek pomyślał o mapach, które sam kiedyś rysował. Skoro niebo milczało, trzeba było spojrzeć na ziemię. Wypatrywał żółtych punkcików w oknach. Wszędzie było ciemno, oprócz jednego miejsca — na poddaszu żółtej kamienicy wciąż paliła się mała lampka, a w jej blasku kręciły się kolorowe skrzydła wiatraczka.
— Spójrz tam, Celestynie! Wiatraczek na parapecie! — zawołał cicho Olek. — Wiatr kręci jego skrzydłami, a w pokoju jest jasno!
— Ulica Młyńska! Oczywiście! — Celestyn odetchnął z ulgą. — Jak mogłem zapomnieć o małym Stasiu?
Maszynista wypuścił ostatni, najgrubszy obłoczek. Chwilę później żółte światło na poddaszu zgasło. W całym mieście panował teraz zupełny spokój.
— Wszystkie ziewnięcia dotarły na czas — powiedział cicho Celestyn, kłaniając się Olkowi z wdzięcznością. — Dziękuję ci, pomocniku. Teraz nasza kolej na odpoczynek.
Starszy pan zjechał po zasłonie wprost do aksamitnej lokomotywy. Pociąg wtoczył się pod łóżko, cichutko popiskując kółkami, i zaparkował bezpiecznie w cieniu dywanu.
Olek wrócił pod kołdrę. W pokoju wciąż unosił się słodki zapach ziół. Chłopiec poczuł, jak jego powieki stają się ciężkie, a po chwili z jego ust wymknęło się wielkie, miękkie ziewnięcie. Nocny Ekspres wykonał swoje zadanie, a sen przyszedł sam, cichy i ciepły.