Tajemnica latającego roweru

Bajka audio na dobranoc: lis, magiczna, 6 min. Stworzona w Purrytale.

  • 5-minutowa bajka
  • lektorka
  • dla starszaków (6–8)
0:00 5:41

Pomysł na tę bajkę

“Zosia spotyka małego rudego liska Franka w granatowej czapce z pomponem, który ze skórzaną torbą na ramieniu każdej nocy roznosi zagubione sny do właściwych domów. Został mu ostatni kryształowy słoiczek przewiązany srebrną wstążką, z którego zmazała się etykietka. Zosia i jej puszysty kot Puszek wyruszają z liskiem przez uśpiony ogród, szukając wskazówek, do kogo należy sen o latającym rowerze.”

To jedno zdanie to cała treść zamówienia. Purrytale napisało bajkę, a potem ją nagrało. Zaczyna od tego pomysłu. Zmień wszystko przed wygenerowaniem.

Czytaj razem

Dzieci mogą czytać podczas słuchania — widok wielkimi literami pomaga tym, które dopiero uczą się czytać.

Zegar w korytarzu wybił cichutko dziewiątą, kiedy za oknem Zosi rozległo się delikatne chrupnięcie żwiru. Dziewczynka wyjrzała przez szybę.

Na parapecie, tuż obok doniczki z pelargonią, siedział mały, rudy lisek. Na uszach miał ciepłą, granatową czapkę z wielkim pomponem, a przez ramię przewieszoną skórzaną torbę pełną cichego dzwonienia. Obok Zosi natychmiast zmaterializował się jej puszysty kot Puszek, cicho stawiając łapy i węsząc z zaciekawieniem.

— Dobry wieczór — szepnął lisek, poprawiając czapkę. — Jestem Franek. Roznoszę zagubione sny, ale dzisiaj mam mały kłopot.

Zosia otworzyła szerzej okno. Franek ostrożnie sięgnął do torby i postawił na parapecie ostatni kryształowy słoiczek. Błyszczał miękkim, błękitnym światłem, przewiązany elegancką, srebrną wstążką. Niestety, papierowa etykietka na szkle była zupełnie zamazana przez wieczorną mgłę.

— W środku jest sen o wspaniałym, latającym rowerze — wyjaśnił Franek ze zmartwioną minką. — Tylko nie wiem, do którego domu go zanieść.

— Zaraz coś wymyślimy — odpowiedziała Zosia. Założyła ciepłe kapcie i wyszła z Frankiem oraz Puszkiem do uśpionego ogrodu. Kot dumnie kroczył przodem, muskając trawę puszystym ogonem.

W ogrodzie panował głęboki spokój, pachniało wilgotną ziemią i maciejką. Nagle Franek uniósł nosek i wskazał na ścieżkę. W świetle słoiczka widać było pierwszą wskazówkę: świeże ślady wąskich kółek odciśnięte w miękkiej ziemi. Prowadziły prosto w stronę drewnianej furtki.

— Tędy! — zawołała cicho Zosia.

Puszek tymczasem zatrzymał się przy starej jabłoni i pacnął łapką coś błyszczącego. Franek podbiegł pierwszy. Na gałęzi wisiała mała, żółta pompka do kół, ozdobiona namalowanymi gwiazdkami.

— To na pewno należy do właściciela roweru — zauważył Franek, chowając pompkę do torby. — Ale czyja to zguba? W tej okolicy mieszka przecież pan zegarmistrz, mała Emilka i ogrodnik Tomasz.

Dotarli do rozstaju dróg. I wtedy pojawiła się przeszkoda. Chłodny powiew wiatru zdmuchnął ślady, a na rozwidleniu ścieżek zapanowała zupełna ciemność. Franek posmutniał, opuszczając rudy ogonek:

— Bez etykietki i bez śladów nie zdążę przed świtem. Każdy sen musi trafić do poduszki na czas!

Zosia spojrzała na kryształowy słoiczek. Przez szkło widać było maleńkie, wirujące obłoczki. Zauważyła coś, co wcześniej jej umknęło: wśród błękitnej mgiełki kręciły się maleńkie, niebieskie piórka sójki i słychać było cichutki dźwięk mosiężnego dzwonka o specyficznym, podwójnym tonie: dzyń-dzyń.

Dziewczynka klasnęła cicho w dłonie.

— Już wiem! — szepnęła z radością Zosia. — Taki dzwonek ma tylko rower małej Emilki z niebieskiego domku! Wczoraj wpięła sobie w kask dokładnie takie same sójcze piórka, które znalazłyśmy na łące!

Franek podskoczył z uciechy, aż pompon na granatowej czapce zatańczył w powietrzu. Ruszyli pędem w stronę płotu z niebieskimi sztachetami. Puszek zwinnie przemknął pod bramą, wskazując drogę. Przy ganku stał oparty o ścianę turkusowy rowerek, z którego kierownicy zwisały dwie wstążki i mały, mosiężny dzwonek.

Franek podszedł na paluszkach pod uchylone lufcikiem okno sypialni Emilki. Wyjął kryształowy słoiczek, rozwiązał srebrną wstążkę i delikatnie uchylił wieczko.

Z naczynia wypłynęła błękitna, ciepła smuga, pachnąca wiatrem i poziomkami. Sen popłynął przez szparę w oknie, okrążył pokój i miękko opadł prosto na poduszkę śpiącej dziewczynki. Emilka przez sen uśmiechnęła się szeroko, jakby właśnie unosiła się nad czubkami drzew.

— Udało się — westchnął z ulgą Franek, zamykając pusty słoiczek. Jego torba była już zupełnie pusta i lekka.

Wrócili pod dom Zosi spokojnym krokiem. Noc była cicha, a wiatr ustał zupełnie.

— Dziękuję, Zosiu. Dziękuję, Puszku — powiedział Franek, kłaniając się uprzejmie i naciągając czapkę głębiej na uszy. — Moja praca na dzisiaj dobiegła końca. Czas na mój własny sen.

Lisek pomachał im puszystą kitą i zniknął miękko w cieniu krzewów bzu.

Zosia zamknęła okno i wślizgnęła się pod kołdrę. Puszek wskoczył na łóżko, zwinął się w ciepły, mruczący kłębek w nogach i zamknął zielone oczy. W pokoju było bezpiecznie i przytulnie. W myślach Zosi powoli wirował błękitny rower, unoszący się lekko wśród miękkich chmur.

Dobrej nocy. Czas już spać.

Stwórz bajkę ze swoim dzieckiem w roli głównej

Jego imię, ulubione rzeczy, pomysł na dzisiejszy wieczór — bajka napisana i nagrana w kilka minut.

Stwórz własną bajkę na dobranoc →

Więcej bajek do słuchania